Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ten tydzień jest bardzo męczący. Ciągle jakaś kartkówka, sprawdzian lub konkurs. A do tego dochodzi jeszcze ogólnie nieciekawa sytuacja ze znajomymi.
Ostatnio pokłóciłam się z chłopakiem i żadne z nas jak na razie nie zamierza uronić swego honoru i odezwać się jako pierwsze ;-; 'Przyjaciółka' w sumie też się odwróciła i to nie wiadomo nawet dlaczego. Po prostu - od tak, przysiadła się do mojego chłopaka i tyle.
Teraz tylko pozostaje wkuwać na chama cały materiał i wpajać sobie do głowy, że niedługo weekend, żeby tylko dotrwać do piątku. Już niedaleko - dam radę, DAM RADĘ!
;-;
U was też tak jakoś smętnie?
Dzisiaj w sumie mogę wyróżnić dwie pozytywne rzeczy:
1. Rozmowa z kumplem, który poprawił mi humor *telepatyczne podziękowania*
2. 5 minutowe wyjście na dwór
I teraz zatrzymam się nad drugim punktem. 5-minutowe wyjście na dwór... i to jest takie pozytywne? Tak. A to dlatego, że poczułam jakąś chwilową błogość, oderwanie od świata. Wyszłam sobie - w samej bokserce i 'swetrze'. I o dziwo nie było mi wcale zimno. Ani zimno ani ciepło. Czułam się jak.. jak w chmurkach? Jak między poduszkami? Po prostu czułam się dobrze.
A propo zaufania do ludzi.. Ciągle każdemu z nas przytrafia się sytuacja, gdy ktoś nas zawiedzie, wypapla coś, obgada, wbije 'nóż w plecy'. W sumie w ostatnich dniach życie dało mi kolejną lekcję w stylu 'Ludziom ufać trzeba ostrożnie'. Uczę się, uczę i wraz do końca nauczyć się tego nie mogę. Zaufam komuś a potem co? Okazuje się że nasze prywatne rozmowy cytuje mi ktoś inny. Że słyszę od kogoś jaka to ja jestem lub nie jestem. Myślę sobie, że czasem jestem w tej sprawie zbyt miękka. Szkoda mi ludzi, czasem po prostu żal mi się postawić? Można to tak nazwać. Myślę, że wiecie o co mi chodzi. Też tak macie?
Macie tu obrazek, który w sumie całkiem dobrze pasuje
do mojego stanu w tym tygodniu, takie smęty ; )

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz